Zaproszenie
Rozdziały
Dawne karczmy
Trasa smakoszy
Produkty regionalne
Certyfikacja regionalnych karczm małopolski
Kontakt
CZARCIE SIEDLISKA

Biesy, czarty i inni wysłannicy piekieł w dawnych czasach częściej niż dziś zasiedlały ludzkie siedziby, a najchętniej przebywały tam, gdzie bliskość nagromadzonych grzechów ludzkich pozwalała im dybać na zbłąkane dusze. Gdzież mogłoby być lepsze ku temu miejsce jak nie w karczmach, które swoją atmosferą pobudzały fantazję, wodziły na pokuszenie i odsłaniały ludzkie słabości?



Alkohol wyzwalał ukryte instynkty i dodawał animuszu, ochocze towarzystwo odwodziło myśli od spraw słusznych i wiodło ku zdrożnym czynom.

W dawnych czasach zbłąkane dusze i pozamaterialne istoty miały łatwiejszy dostęp do ludzi, a światy realne i fantastyczne wzajemnie się przenikały.

Starzy ludzie snuli opowieści o spotykanych na drogach i w odludnych zakątkach przybyszach z zaświatów, czy to o duszach zmarłych, czy o włóczących się strzygach albo wilkołakach. W lasach i na moczarach wokół karczm żyły istoty o nadzwyczajnej mocy: płanetnicy, boginki i dziwożony. Te ostatnie porywały dzieci, a podrzucały w ich miejsce własne, brzydkie i krzykliwe wyrodki. Seweryn Goszczyński w Dzienniku podróży do Tatrów sporządził ich dokładny opis: (...) dziwożony mają rysy charakterystyczne, odpowiednie więcej surowości i dzikości ojczystej okolicy; całe ciało niezwykle kosmate, włos głowy długi, rozpuszczony, piersi nadzwyczajnej wielkości. Stwory te nosiły czarowne czapeczki z gałązką paproci - był to ich przysmak - i mieszkały w lesie. I one jednak dawały się zwieść ludzkim słabościom: Były tys śnik i pijacki uparte - powiada Andrzej Skupień-Florek. - Kaźmikowi Płazie z Chochołowa, co mioł browar cęsto wypijały mu z becek piwo, jaz roz telo sie opiły ze ik przy piciu zlapali, bo były na umór popite.

Dziś nie ma szans na spotkanie w karczmie upitych dziwożon, a pozaziemskie istoty z niewiadomych przyczyn zaprzestały zabiegać o kontakty z mieszkańcami Ziemi. Czy w naszych czasach przeszkadzają im satelity i telefony komórkowe, czy postęp nauki i techniki stworzył barierę odgradzającą metafizyczne światy? Być może zmieniła się tylko forma komunikacji. Dziś pod barem czy w nocnym klubie nie zasiądzie rogaty diabeł, a pianie koguta nie wystraszy o północy złych mocy. Może dzisiaj czają się w telewizorach, na billboardach reklamowych albo w krzyczących tytułach tabloidów? Nikt tego nie wie...

Staropolskie karczmy? Jedno można o nich powiedzieć: z całą pewnością element diabelski miał się w nich świetnie. Klasyczny jest już motyw Pana Twardowskiego, który to nieopatrznie znalazłszy się w karczmie o nazwie "Rzym", wpada w sidła biesa, z którym uprzednio podpisał cyrograf "na byczej skórze". Ballada Adama Mickiewicza Pani Twardowska nie tylko odkrywa kulisy historii Mistrza Twardowskiego i żartobliwie puentuje kobiecą naturę jako "gorszą od diabła", ale też znakomicie oddaje klimat dawnej karczmy:

Jedzą, piją, lulki palą,

Tańce, hulanka, swawola;

Ledwie karczmy nie rozwalą,

Cha cha, chi chi, hejże hola!

Sporo kontrowersji budził też sam karczmarz i pracujące z nim szynkarki. Trzeba było przecież zapanować nad ciżbą, co nierzadko wymagało użycia siły i bardziej brutalnych metod uspokojenia gości. Nie każdy nadawał się więc do tego zawodu. Nieustanne obcowanie z elementem przestępczym, a przynajmniej nietrzeźwym, nie wpływało na łagodzenie obyczajów u osób dzierżących wyszynk. No, ale czy karczma to "kraina łagodności"?! Raziło to bardziej wymagających gości, którzy - jak Johann Bernoulli, członek Akademii Nauk w Berlinie - skonstatował: Mnóstwo hołoty zebrało się na zabawę i tańce - słowem, trzeba było znikać. Nie było też rzadkim procederem fałszowanie miar czy rachunków, zachowało się więc wiele pisanych świadectw o nieuczciwości karczmarzy. Na przykład w dziele Jakuba Kazimierza Haura Oekonomika ziemiańska generalna upominano karczmarki obsługujące klientelę, by przestrzegały prawideł rzetelności kupieckiej: ma baczyć, aby żłobku na kredzie nie wyrzynała i dwóch kresek za jedną pijanemu chłopu nie znaczyła oraz piwa z konewki z góry nie pieniła. Ten opis daje doskonałe wyobrażenie o ówczesnych metodach kalkulacji i księgowości.

W każdej XVIII-wiecznej karczmie znajdowały się cechowane przez dwór miarki do trunków. Do odmierzania wódki służyły: kwarta, półkwarcie, kwaterka i półkwaterek - zawsze wykonane z blachy. Piwo natomiast odmierzano drewnianymi na ogół garncami, półgarncami i kwartą. Żeby to tylko nieuczciwością grzeszyły małopolskie szynkarki! Że gorsze rzeczy czyniły, to pewne. Stąd często łączono je z nieczystymi siłami. W średniowieczu, ba!, nawet w światłym odrodzeniu imano się wielu sposobów, by przyciągnąć klientelę i zapewnić karczmie prosperity. Najpewniejszym sposobem było użycie powroza związanego z wisielcem lub skazańcem. Pewna oskarżona o czary kobieta zeznała w 1593 roku przed sądem miejskim w Kaliszu, że: gdy raz więźnia prowadzono na męki. Tedy mu dano pić od Badury, ja oddalając statek rzekłam lunąwszy po domu, by tak wiele gości na tym piwie, jako tych ludzi tym człowiekiem idzie. Liczną klientelę zdobywało się, myjąc naczynia wywarem z niektórych ziół, o czym świadczą dalsze zeznania: Targowniku też urwała w tej drodze (…) a jest to zielę (z) białym kwiatkiem… a mówiłam jej, a że będziesz dobry targ miała na piwie.

Podobny efekt dawało kropienie karczmy wywarem z mrówek lub mrowiska, żeby pijący lgnęli do szynku jak owe mrówki do mrowiska. Inna z kobiet posądzonych o czary zeznawała: Łukaszowej w Stawiszynie przyniosłam mrowiska, wzięła go na miedzy (…) u grochu, a mówiła: Bożą mocą, aby się tak do niej ludzie nawrócili, jako i wy się nawrócicie do swego gniazda. Dałam jej mrówki mówiąc: Naści (…) i wsypała je do piwnicy za moją poradą.

Karczmarki często same były zamieszane w kontakty z siłami nadprzyrodzonymi. Jako osoby doświadczone i obrotne udzielały pomocy medycznej, odczyniając uroki. Jeżeli kogoś choroba dopadła w podróży, zdany był na ich umiejętności w dziedzinie medycyny ludowej. Jak wyglądały metody leczenia, zeznawała w 1612 roku znachorka wiejska z Kalisza: Także też i ta Gierusza rąbała siekierką na kijance jako i ta karczmarka, kiedy kto do niej przyszedł… z dziećmi i to wszystko, com powiedziała, istotna prawda jest i gotowam z tym umrzeć, nie mam też już nic więcy powiedzieć.

Sporo miejsca w zeznaniach polskich czarownic zajmują opowiadania o sabatach na Łysych Górach, na których zabawiały się one z wysłannikami piekieł. Pisał o tym między innymi w XVIII wieku ks. Benedykt Chmielowski w pierwszej polskiej encyklopedii powszechnej Nowe Ateny. A wyglądać to miało tak: Stoły tam są, potrawy, tańce etc. siadayą do stołu, w cudnych larwach, po tańcach sprośnej zażywaią rozkoszy. Chlubią się z  wszetecznieyszych akcyi, które tam naylepiej chwalą. O tym, że karczmarki dobrze się czuły w tym piekielnym towarzystwie, świadczyły zeznania przesłuchiwanych wówczas kobiet: Ci wszyscy diabli w ręku mieli długie palce, u nich pazury długie ostre i czarne, kosmaci byli, używali z nimi, póki kur nie zapiał. a mówili im: oddawajcie się nam, będziecie się przy nas dobrze miały. i mówiła im starsza Anna z Chynowy Michałowa kaczmarka odpowiadając dobrze (…) piwa dodawała mówiąc: a panowie diabli przecież wam nie będę dolewała.

Nic dziwnego, że bezbożnicy przesiadujący w karczmach bez oglądania się na przykazania i dobry obyczaj, ściągali na siebie gniew boży. Nie mamy powodów nie wierzyć strofom Bogusza Zygmunta Stęczyńskiego, autora Okolic Galicyi, byłego bibliotekarza hrabiego Mieczysława Dzieduszyckiego. Autor ów w latach 1845 i 1851 zwiedził Tatry, a pieśni, które napisał pod wpływem wędrówek, spisał Seweryn Udziela. Czytamy oto w wypisach z rękopisu pod nazwą Tatry w dwudziestu czterech obrazach, w rozdziale siódmym, zatytułowanym Krościenko - karczma zapadła:

Podanie ludu mówi, "że laty dawnemi

Zginęło mnóstwo ludzi przy gościńcu w ziemi".

Ten szczególny wypadek, co był ludzi grobem,

A w pamięci nie gaśnie, stał się tym sposobem:

W karczmie, gdy do chorego szedł ksiądz, wrzawa była,

Starzy pili za stołem, a młodzież tańczyła

Nikt nie wyszedł do sieni uklęknąć przy progu

I w skruszonej pokorze oddać pokłon Bogu.

Wkrutce czarna powłoka góry zasłoniła,

A ziemia się przed karczmą z grzmotem rozstąpiła;

Wszystkich ogarnął przestrach i widok ponury.

Zamieniwszy tę przepaść w obrzydłe jaszczury;

A teraz na przestrogę, jako znak przygody;

Widać martwo stojący ciemny stawek wody.

Tak mówią z pełną wiarą w prawdziwość zdarzenia,

Słuchaliśmy, nie dawszy słówka zaprzeczenia

Darmo by szukać dziś śladów tej karczmy w uroczym letniskowym Krościenku nad Dunajcem, a i twarda nauczka zmieniła widać obyczaje ludności lub proceder ten nie był tak powszechny, bo więcej tego typu drastycznych scen podróżnik nie zanotował. Przeciwnie, w innym fragmencie swojego poematu nie szczędzi pochwał uczęszczającym do karczmy mieszkańcom Poronina:

Którzy zapobiegliwi, rządni, wstrzemięźliwi,

Przemyślni a oszczędni, dlatego szczęśliwi.

Nie wiele oni pragną, a pracują wiele

A każdy z nich na książce modli się w kościele.

W dni świąteczne do karczmy radzi się gromadzą

Bez kłótni, opilstwa bawią się lub radzą…

Opis ten burzy nieco wyobrażenie o karczemnych awanturach, szynkarskiej mentalności i nie najlepszej konduicie jego bywalców. Być może i w XVIII wieku, podobnie jak dziś, to co bardziej bulwersujące, było uważane za medialne i do naszych czasów zachowały się opisy wyłącznie najgorszych stron karczmianego życia, które w rzeczywistości miało jaśniejsze barwy

Wróć do rozdziałów
Copyright © MOT 2010
Polska MOT Małopolska
Programowanie: Website