Zaproszenie
Rozdziały
Dawne karczmy
Trasa smakoszy
Produkty regionalne
Certyfikacja regionalnych karczm małopolski
Kontakt
DAWNE KARCZMY MAŁOPOLSKI

Karczmy, których nie ma

Czasy, gdy w każdej wsi i na rozstaju dróg czekała na wędrowców gościnna karczma, zniknęły w mrokach historii. Dawnych karczm z ich specyficznym klimatem i sposobem przyjmowania gości nie sposób zastąpić współczesnymi lokalami gastronomicznymi nawet o najbardziej wyszukanym wystroju. Jednak wspomnienia o karczmach sprzed wieków wciąż żyją, odtwarzane i pielęgnowane przez regionalistów, etnografów i pasjonatów.




W Bukowinie Tatrzańskiej, miejscowości o niezwykle żywych tradycjach, Stanisława Galica-Górkiewicz, artystka ludowa, spisała wraz z Tomaszem Boruckim dzieje podtatrzańskiej skarbnicy folkloru w książkach z cyklu Bukowina Tatrzańska. To z nich dowiadujemy się o losach bukowiańskich karczm. W górnej części Bukowiny, w miejscu zwanym "na Klinie" lub "Wierchbukowiną", gdzie rozchodziły się drogi do Poronina, Jurgowa i przez Łysą Polanę do Morskiego Oka, stała leśniczówka dóbr kameralnych, gdzie podróżni zatrzymywali się na popasy i noclegi, tu wynajmowali przewodników i fiakrów, i stąd dopiero wyruszali dalej do Morskiego Oka. W latach 30. XIX wieku ówcześni właściciele Bukowiny Homolasce postawili obok owej leśniczówki karczmę z szopą dla koni. Do dzisiaj to miejsce za Klinem, w stronę Olczańskiego Wierchu, nazywane jest "Karczmisko".


W 1838 roku w piśmie "Przyjaciel Ludu" anonimowy autor pisał: w Bukowinie znajduje się nowy dom zajezdny, gdzie wygodnie pomieścić się można, wieczór zaś spędzić na przeglądaniu ciekawej księgi, w której podróżni imiona swe zapisują. Z kolei w 1844 roku polska pisarka Łucja z Giedroyciów Rautenstrauchowa zanotowała: w Bukowinie podano nam wielką księgę, gdzie podróżni, wracając z Morskiego Oka,zapisywać się zwykli. W niej tysiąc znanych i nieznanych nazwisk, prawie tyleż równie rozmaitych wierszem i prozą konceptów. Księgi te niestety się nie zachowały.
Jedynie fragment najstarszej z nich z lat 1806-1827 został przepisany przez Franza Kleina, leśniczego w Bukowinie, około roku 1827. Odnotowano w owych księgach podróżnych aż dwieście trzydzieści nazwisk, przeważnie niemieckich. Przez karczmę przewinęli się Węgrzy, Anglicy, a nawet Rosjanin. Jedną z najliczniejszych grup wycieczkowych przywiódł palatyn Węgier, arcyksiążę Józef Habsburg, przybył aż z szesnastoosobową świtą, wpisaną 17 lipca 1806 roku. Na początku sierpnia zjawił się za to gubernator Galicji, hrabia Piotr Goess z rodziną. To wydarzenie okazało się bardzo owocne dla miejscowości, ponieważ oto: na tę okazję drogę do Morskiego Oka wiodącą zrobił ówczesny c.k. zarząd nowotarski i doprowadził do stanu jezdnego, jak poświadcza Franz Klein. Wcześniej z Bukowiny do Morskiego Oka wiodła przez Wierch Poroniec tylko pasterska perć, którą ledwie konno można było przejechać. z powrotem arcyksiążę musiał iść pieszo, konie prowadzono luzem - dodaje leśniczy.


Był to najstarszy szlak turystyczny w Polsce; prowadził wówczas z Nowego Targu przez Białkę i Bukowinę Tatrzańską, następnie wracał przez Gliczarów do Zakopanego. Turystom towarzyszył zwykle znany przewodnik - góral Józef Bigos. Jan Modrzewski, jeden z właścicieli karczmy widokowej "Szymkówka", wyczytał w źródłach, że historyczny szlak biegł właśnie przez polanę, na której dziś stoi jego karczma, co opisuje Bogusz Zygmunt Stęczyński:
Ominąwszy wieś Białkę - drogą Bukowiny
Wychodzimy na górę, skąd widok jedyny
Odkrywa się Tatrów łańcuch nieprzebrany,
Pod nogami naszemi cudownie rozlany



Co się stało z Kazimierzem Królem? Ano, urzędował potem w nowej karczmie na Klinie. Ksiądz proboszcz Stanisław Fox w kronice parafialnej napisał: Mając na Klinie restaurację, nigdy nie pozwalał gościom bawić się dłużej w karnawale, jak do 12 godziny w nocy, czyli do środy popielcowej. Najpierw zapowiadał to grzecznie, wyszedłszy na stół. Zaznaczył przy tym, że jest Polakiem i katolikiem, i że nie może pozwolić na to, by w jego lokalu przeciągała się muzyka do samej środy popielcowej. Ten niezwykły człowiek zginął na początku wojny na rynku w Nowym
Targu, zastrzelony przez niemiecką policję polową 26 października 1939 roku.Ksiądz Fox zapisał wówczas w kronice parafialnej: Będąc trochę podchmielony, wołał na rynku nowotarskim "Niech żyje Polska!!!", co było rzeczą niedozwoloną. Zginął, mając 40 lat.


W stronę Babiej Góry


W małopolskich skansenach

Dwie karczmy Podbabiogórza, pochodzące z Podwilka, zostały przeniesione do Orawskiego Parku Etnograficznego w Zubrzycy. Jedna z nich, zwana "czarną", pochodzi z XVIII wieku. Wtedy znajdowała się w sąsiedztwie kościoła i mieściła szynk, a przez pewien czas również przytułek dla starców. Karczma "czarna" stanowi jeden z pierwszych nabytków parku, do którego została przeniesiona w 1945 roku. Jej pomieszczenia wykorzystuje się obecnie na galerię malarstwa na szkle, kawiarenkę i informację OPE. Jej młodsza krajanka, zwana karczmą "białą", datowana na 1885 rok, bliższa małomiasteczkowym zabudowaniom, jest nakryta wysokim dachem naczółkowym, przełamanym od frontu szczytem - facjatą. Obie karczmy należą do najcenniejszych zachowanych obiektów tego typu.


Można je z powodzeniem porównać do karczmy cieszącej oko odwiedzających skansen w Dobczycach. Tu, na miejscu dawnej karczmy, czynnej jeszcze do początków XX wieku, umieszczono karczmę z 1830 roku, przeniesioną z Krzyszkowic koło Myślenic. Karczma nosi nazwę "Na Zbóju" i mieści ekspozycję przedmiotów etnograficznych, zdjęć archiwalnych sprzed powstania jeziora, trofeów myśliwskich, zabytkowych sprzętów i strojów. W opisie skansenu czytamy: Przy wejściu do karczmy wita wszystkich przybyłych - prosząc o drobne datki na dalsze prace na zamku - siedzący na ławie zbójnik tatrzański. Skąd on tu w Dobczycach? Oto pytanie! Otóż w roku 1732 na karczmę napadło 7 zbójników tatrzańskich pod hetmanem Giertugą, z których jeden już po rabunku został zabity przez miejskich strażników i pochowany gdzieś w obrębie karczmy. Stąd ta dziwna nazwa: "Karczma na Zbóju".


Nadwiślański Park Etnograficzny w Wygiełzowie też ma swoją karczmę z Minogi, a to jedyny budynek skansenu będący rekonstrukcją. Mówi o nim fragment artykułu Mariana Korneckiego i Marii Majki zatytułowany: Jak powstawał skansen w Lipowcu. Nadwiślański Park Etnograficzny w Wygiełzowie w latach 1968-1975. Czytamy w nim: Rolę karczmy w zespole pełnić miał podcieniowy dom dawnego zajazdu (później używanego jako czworak) z Minogi. Budynek został pomierzony, lecz nie zdążyliśmy rozpocząć transferu, do którego nigdy już nie doszło. Po kilku latach wzniesiono tu gospodę o charakterze dość swobodnej kopii wybranego oryginału, który zresztą był bardzo zniszczony i wyeksploatowany. Początkowo budynek ten raził swą fakturą i wpadającymi w oczy elementami technicznej infrastruktury wymaganymi w związku z przeznaczeniem na cele gastronomiczne. Dziś wtopił się w całość zespołu i wygląda korzystnie. Karczma działa obecnie jako restauracja "Zagroda", przyjmując gości skansenu w stylowym wnętrzu.


Zupełnie nowa, choć zrekonstruowana karczma znajdzie się na terenie Sądeckiego Parku Etnograficznego, w powstającym Miasteczku Galicyjskim, planowanym jako replika małomiasteczkowej zabudowy z przełomu XIX i XX wieku. Zbudowana na podstawie oryginału z Orawki będzie pełnić funkcję zaplecza gastronomiczno- hotelowego. W pewnym sensie skansenem jest Osada Turystyczna Czorsztyn w Kluszkowcach,
gdzie zgromadzono budynki pochodzące z terenów zalanych przez wody Jeziora Czorsztyńskiego. Tu trafiła willa Leopolda Szperlinga, przyjmująca niegdyś gości w centrum Czorsztyna. Dziś mieści się w niej restauracja "U Szperlinga" w kompleksie hotelowo-konferencyjnym na półwyspie Stylchyn, będącego obiektem na Szlaku Architektury Drewnianej


Ciągłość dziejów

Dwie dawne, a wciąż działające karczmy, "Antolka" i "Siedlisko", są usytuowane niedaleko od siebie, przy trasie E-7, w dzisiejszym powiecie miechowskim. Historia karczmy "Antolka" sięga początków XIX wieku. Przekaz z 1820 roku w pierwszej pisanej wzmiance głosi : schowana w lasach przy Królewskim Trakcie z Krakowa do Warszawy stała karczma (…) i była Antolka - żona karczmiarza, potem dopiero powstała wieś o tej samej nazwie. Karczma składająca się z dwóch jednakowych budynków, z których do dziś pozostał jeden frontowy, była przez cały XIX i początek XX wieku znaczącym miejscem przy trakcie. Należała do majątku w Książu Wielkim, dzierżawiona przez arendarzy Żydów. Po drugiej wojnie światowej została znacjonalizowana i służyła jako szkoła, zanim nie popadła w ruinę. Na początku lat 80. XX wieku warszawski architekt Leszek Sobolewski
odnalazł ją przypadkiem, zakupił i odbudował. Dzisiaj karczmę prowadzi Ewa Pałysa i sama pisze: czuje się tu atmosferę domową, ten trudny do zdefiniowania klimat, który tak de facto decyduje o tym, czy miejsce to się powtórnie odwiedza.


Druga karczma o nazwie "Siedlisko" stoi u stóp góry zwanej Dańkowa, wśród starodrzewu. Jej historię spisał starszy kustosz Muzeum Historycznego Miasta Krakowa, Stanisław Piwowarski. Poznajmy jego relację: Wzniesiono go na miejscu dworzyszcza średniowiecznego rycerza Strzeża, który tutejszą okolicę przekazał w darze zakonowi Stróżów Grobu Chrystusa w Miechowie. Duch Strzeża pokutuje wciąż w zaroślach ogrodu, gdzie - jak głosi utrwalona legenda - poniósł on śmierć z rąk sąsiada Przybysława za uwiedzenie jego córki Katarzyny, panny Norbertanki ze Zwierzyńca w Krakowie. Duch ten, podobnie jak duch zrozpaczonego ojca, pojawia się 15 lipca, w rocznicę zbrodni. Zajazd należał przez ponad 650 lat do majątków klasztornych, a od niemal wieku do rodziny Piwowarskich, która "dała Polsce artystów i uczonych, żołnierzy i działaczy, zarówno w wymiarze lokalnym, jak i ogólnopolskim". Jednym z nich był Julian Piwowarski, działacz i burmistrz Miechowa, a zarazem pszczelarz. W lipcu 1809 roku miał tu kwaterę Naczelny Wódz wojsk Księstwa Warszawskiego książę Józef Poniatowski, w sierpniu 1914 roku zatrzymał się Józef Piłsudski, zaś w 1938 roku były premier Walery Sławek.  W 20-le-ciu międzywojennym bywali we dworze senatorowie i posłowie, ministrowie i ważni urzędnicy duchowni i wojskowi. Po Powstaniu Warszawskim znaleźli tutaj schronienie, między innymi Tadeusz Fijewski, Artur M. Świnarski, Monika
Przybyszewska, a także Stefania Baczyńska - matka poety Krzysztofa Kamila. Obecni właściciele, Agata i Jan Wołochowie, kontynuują tradycje przyjmowania podróżnych, ale i funkcje mecenasów sztuki, organizując w "Siedlisku" plenery artystyczne.


Za kontynuację działalności dawnych karczm można uznać również karczmę "U Borzanka" w Nowym Targu, którą postawiono dokładnie w miejscu,
gdzie stała poprzednia, historyczna, która uległa zniszczeniu. Podobnie karczma "Siwy Dym" w Rabce na Zaborni, mimo że zbudowana w naszym wieku, nawiązuje miejscem do wielowiekowych tradycji goszczenia w tym miejscu podróżnych, o czym wspomina wiele źródeł archiwalnych.

Zajazdy poczty cesarskiej
Zupełnie inny rodzaj piękna zachowały w sobie murowane zajazdy austriackie, czyli budynki austriackiej poczty konnej. Na taki zabytek natkniemy się, jadąc z Krakowa do Wadowic, w miejscowości Izdebnik. Zajazd w Izdebniku to jeden z najlepiej zachowanych obiektów tego typu w Polsce, pochodzący z 1780 roku. Sieć takich budynków, w których kurierzy wiozący pocztę mogli odpocząć, posilić się i zmienić konie, powstała na trasie prowadzącej przez Cieszyn z Wiednia do Krakowa. Ten w Izdebniku gościł ponoć samego Fryderyka Chopina, przejeżdżającego tą właśnie drogą do Austrii. Zajazd dzielił siedzibę z oberżą, składem win, posterunkiem policji i aresztem, pod jednym obszernym czterospadowym dachem. Dolna
kondygnacja z szerokimi arkadami umożliwiała swobodny wjazd zaprzęgom konnym.


Podobny budynek zajazdu znajdziemy w Jordanowie, przy drodze prowadzącej z rynku w stronę Sidziny. Oba zajazdy, w miarę zabezpieczone i objęte opieką konserwatora zabytków, zdają się czekać na lepsze czasy, gdy znów zabrzmi w nich brzęk stukanych o siebie kufli i nawoływania podchmielonej czeredy. Wspomnijmy jeszcze jedną z dawnych karczm, a właściwie XVIII-wiecznych zajazdów: "Marię Teresę" w Spytkowicach, która przywołuje wspomnienia świetności dawnych wieków i nie bez powodu nosi imię habsburskiej cesarzowej. W opisie krajoznawczym wsi Spytkowice czytamy, że to: dawna karczma przygraniczna, murowana, z dachem mansardowym z lukarnami z XVIII/XIX w. Harmonijna sylwetka budynku i wystrój wnętrza mogą być powodem łezki w oku konesera, który trafi na budynek stojący w centrum wsi, obok straży pożarnej. Trzeba jednak nieco wyobraźni, by odnaleźć w jego w obecnym wyglądzie dawne piękno, i tyleż samo odwagi, by przestąpić próg dzisiejszego lokalu, gdzie wśród
luster, żyrandoli i cesarskiego blichtru znalazł swe miejsce dość pospolity lokal przesiąknięty zapachem papierosów, stęchlizną i z nie najwykwintniejszą kuchnią. De gustibus non est disputandum, powiadają mędrcy, a jednak łezka się uroni nie tylko ze wzruszenia, ale i z żalu nad marnowanym zabytkiem.


Zupełnie inaczej potoczyły się losy zabytkowej karczmy w Krzywaczce, rówieśnicy "Marii Teresy" ze Spytkowic. Ten dawny zajazd poczty wiedeńskiej, położony niegdyś przy Drodze Carskiej numer 8, dziś przy Małopolskim Szlaku Papieskim z Krakowa do Wadowic i Kalwarii Zebrzydowskiej, trafił do rąk właścicieli, którzy odrestaurowali historyczne detale i pomogli karczmie odzyskać dawną świetność. Pierwsze dokumenty świadczące o istnieniu karczmy pochodzą z 1530 roku w spisie podatkowym (zapłata dwunastu groszy). Drewnianą zabudowę wcześniejszego zespołu parkowo - dworskiego
w Krzywaczce zastąpiono w 1817 roku kompleksem składającym się z karczmy, wozowni oraz oficyny, ale gruntowny remont karczma przeszła w 2003 roku.Dzisiaj w karczmie z Krzywaczki oddychamy dawną atmosferą, wśród chłodnych i przesiąkniętych historią murów, kominków, dawnych sprzętów, takich jak kredensy pamiętające zapewne konfederatów barskich. W 1974 roku posłużyła jako sceneria dla filmu fabularnego w reżyserii Konrada Świniarskiego na podstawie dramatu Sędziowie Stanisława Wyspiańskiego w znakomitej obsadzie aktorów Teatru Starego w Krakowie. Współwłaścielką karczmy jest Maria Teresa  Strzebońska - jak widać, nazwisko zobowiązuje, a tym bardziej imię wielkiej cesarzowej. Karczma integruje środowisko lokalnych twórców ludowych, organizując warsztaty ginących zawodów. Grupa Partnerska "Beskidek" sprzedaje swoje produkty, a w pierwszą niedzielę września jest organizowane Święto Jarzębiny. Lokalny jarzębiak produkowano w Izdebniku, sąsiedniej miejscowości, w Fabryce Wódek Zdrowotnych Arcyksięcia Reinera. Trunek ten, znany niemal w całej Europie, był zapewne serwowany i w tej karczmie.

Dzisiejsi goście restauracji "U Wnuka" w Zakopanem, za starym kościółkiem na Pęksowym Brzysku przy ulicy Kościeliskiej, wraz z posiłkiem serwują sobie sporą porcję historii. Goszczą bowiem w pierwszym na Podhalu piętrowym domu z 1850 roku, wybudowanym przez Józefa Krzeptowskiego, gdzie do końca XIX wieku były karczma i sklep prowadzone przez żydowskiego przedsiębiorcę z Nowego Targu - Samuela Riegelhaupta. Był tu później pierwszy urząd pocztowy, pierwsze kasyno i czytelnia z biblioteką. Dom stanowił ośrodek kultury, a bywali w nim między innymi: Walery
Eliasz, Tytus Chałubiński, Helena Modrzejewska, Karol Estreicher senior, Mieczysław Pawlikowski, Wincenty Witos, Kazimierz Przerwa-
Tetmajer, Władysław Orkan, Jan Kasprowicz. W 1904 roku w ówczesnej karczmie powstał Związek Górali później przekształcony w Związek
Podhalan. W 1907 roku, gdy Józefa Krzeptowska, wnuczka budowniczego domu, wyszła za mąż za Jana Wnuka, lwowskiego restauratora, który przybył do Zakopanego, by gotować dla samego Henryka Sienkiewicza, powstała tu najsłynniejsza restauracja. Na przeciwległym końcu skrzyżowania pod Gubałówką znajdziemy restaurację "Gazdowo Kuźnia", umiejscowioną w jednym z najstarszych budynków w Zakopanem, z 1891 roku, gdzie mieścił się pierwszy hotel "Pod Giewontem". Izby karczmy zajmują te same pomieszczenia, co sale restauracyjne niegdysiejszego hotelu.
Drewniane karczmy z Podbabiogórza to jedne z najcenniejszych budowli tego typu w Małopolsce i na sąsiednim Śląsku (Jeleśnia, Sławków). Poczesne miejsce wśród nich zajmuje karczma "Rzym" w Suchej Beskidzkiej. Nie tylko ze względu na wiek i położenie, ale również - a może przede wszystkim - z powodu związanej z nią osoby Pana Twardowskiego, który miał się w owej karczmie spotkać z Mefistofelesem. Karczma "Rzym", w której do dziś czuć ducha dawnej legendy, stoi nadal na środku rynku w Suchej Beskidzkiej.
Największa, najstarsza i najcenniejsza, a zarazem wciąż pełniąca swą funkcję karczma, została wzniesiona najprawdopodobniej pod koniec XVIII wieku, zastępując inną, starszą i mniejszą, ulokowaną w pobliżu.W 1948 roku front i boki budynku były otynkowane, a tył bielony, a w latach 60. XX wieku dokonano remontu i adaptacji dla współczesnych potrzeb gastronomicznych, nadając karczmie nazwę "Rzym" nawiązującą do ballady Adama Mickiewicza. Tyle z relacji Andrzeja Siwka, konserwatora zabytków. Ale czy przekona on tych, który stanowczo twierdzą, że najpierw była tu karczma "Rzym", potem Twardowski z dziarską Panią Twardowską i słynny diabeł? Nie warto o to kruszyć kopii, lepiej poddać się urokowi miejsca. Budynek, pokryty czterospadowym gontowym dachem z dymnikami w kształcie powiek, stał się wyznacznikiem klasycznej XVIII-wiecznej karczmy.
Los nie był tak łaskawy dla karczmy w Zawoi, która - choć nieco młodsza i mniejsza - prezentuje pokrewny typ. Z zachowanej inskrypcji fundacyjnej
z nazwiskiem Anny Surmiak, można odczytać czas powstania budynku - rok 1836. Karczma, sąsiadująca z zajazdem "Dworzec Babiogórski", działała jeszcze w XX wieku, ale przez kilka lat stała pusta i coraz bardziej niszczała. Dawna sień, izba i piekarnia, sala sklepowa i składzik z komorą były pozbawione historycznego wyposażenia. Najcenniejszy element to strop w izbie z profilowanym sosrębem, z inskrypcją fundacyjną i piękną rozetą cyrklową oraz deskowaniem między belkami. Za karczmą zachował się istniejący do dzisiaj budynek stajni i wozowni, czyli stan. Ostatnimi czasy karczmę przejęła Wyższa Szkoła Turystyki i Ekologii w Suchej Beskidzkiej i ma w niej powstać Centrum Kultury Regionalnej. Budynek rozebrano, deski poskładano i zabezpieczono, dzięki czemu jest szansa, że będzie znów zachwycać historycznym pięknem.
Bukowina Tatrzańska zawdzięcza pierwsze karczmy Kazimierzowi Królowi - bukowiańskiemu restauratorowi, społecznikowi, komendantowi straży pożarnej. Pod koniec lat 20. XX wieku w centrum Bukowiny prowadził restaurację i sklep, woził też przyjezdnych powozem na wycieczki w Tatry i Pieniny. Wśród wielu zacnych gości był sam prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Ignacy Mościcki oraz generał Józef Haller. W latach 30. Kazimierz Król sprzedał karczmę Walerii Rejnis, odtąd nosiła ona odtąd nazwę "U Rejnisa" i przez długie lata była ośrodkiem życia towarzyskiego wsi. Mieszkańcy Bukowiny Tatrzańskiej pamiętają jeszcze, jak to odbywały się w niej dancingi, a do tańca przygrywali Cyganie. Potem karczma zmieniła właścicieli i nazwę; przez długie lata funkcjonowała jako "Janosik", dzisiaj zaś przechodzi gruntowny remont.
Wróć do rozdziałów
Copyright © MOT 2010
Polska MOT Małopolska
Programowanie: Website